Po falach internetowej krytyki, z jaką spotkały się ochraniacze do łóżeczka dziecięcego, wiele mam zastanawia się nad zasadnością ich zakupu. Ochraniacze do łóżeczka na szczebelki budzą wiele kontrowersji.

Przeciwnicy stosowania ich w łóżeczkach dziecięcych, stanowczo podnoszą, że mogą przynieść one więcej szkody niż pożytku. Argumenty przeciw zwykle sprowadzają się do ryzyka uduszenia się dziecka śpiącego w łóżeczku z ochraniaczem. Zwolennicy mniejsze zagrożenie dla bezpieczeństwa widzą w obecności ochraniaczy aniżeli ich braku. A to z kilku powodów: po pierwsze, dziecko nie jest narażone na obrażenia główki spowodowane uderzeniem, czy urazy kończyn związane z zakleszczeniem ich między szczebelkami; po drugie, dziecko osłonięte w łóżeczku uchronić można w ten sposób przed przewianiem; po trzecie wreszcie, ochraniacz do łóżeczka ładnie wygląda i może być funkcjonalny w wersji wzbogaconej o różnego rodzaju kieszonki czy gadżety służące zabawie.

Przykład ochraniaczy do łóżeczek ze sklepu:

Po której stronie barykady stanąć, by zapewnić dziecku maksimum bezpieczeństwa – odpowiadam na podstawie własnych doświadczeń. Jak to było u nas? Kiedy i dlaczego stwierdziliśmy, że ochraniacze na łóżeczko to słuszny wybór?

Ochraniacz do łóżeczka nie pojawił się od razu. Nie było go w mojej wyprawce dla malucha, gdyż stwierdziłam, że jest nam zbędny. Jednak decyzja ta na pewno nie była związana z podnoszonym często na forach internetowych ryzykiem uduszenia się dziecka. Z perspektywy czasu stwierdzam, że noworodek nie jest na tyle „mobilny”, aby ułożony na środku łóżeczka o standardowych wymiarach, był narażony na bezpośredni kontakt twarzy z panelem ochraniacza (doskonale pamiętam tę kruszynkę w wielgachnym, jak się wtedy wydawało, łóżku). Zresztą każda czujna mama na pewno regularnie zagląda do swojego maleństwa i z pewnością uchroniłaby je przed taką ewentualnością. Należy pamiętać, że to przede wszystkim od nas – rodziców zależy bezpieczeństwo dziecka, od tego na ile jesteśmy czujni, przewidywalni i opiekuńczy.

Dlaczego więc ochraniacz? Synek, około trzymiesięczny, mocno wędrował w łóżeczku i zdarzało mu się uderzać główką o szczebelki. W konsekwencji budził się z płaczem, nie chciał sypiać w swoim łóżeczku, a mama żałująca malca chętnie brała go do łóżka rodziców. Gdy dojrzałam już do decyzji, że dziecko nie może spać z rodzicami, musiałam przedsięwziąć kroki, które zapewniłyby maluchowi komfort spania „u siebie”. Postawiłam na ochraniacz i okazało się, że był to strzał w dziesiątkę. W naszym przypadku ochraniacz do łóżeczka, jak sama nazwa wskazuje, miał spełniać swoją główną funkcję – ochronną i świetnie wywiązał się z zadania. Synek, przesuwając się w łóżeczku, z każdej strony ma zabezpieczenie przed urazami w postaci dość grubej gąbki. Ja natomiast jestem spokojna, że nie zrobi sobie krzywdy.

Choć kwestie estetyczne ochraniacza na łóżeczko były dla mnie najmniej istotne, muszę przyznać, że bardzo ładnie komponuje się z wystrojem dziecięcego pokoju. Motyw zwierząt na farmie, który wybrałam, przypadł też do gustu dziecka. Codziennie po przebudzeniu wita się z każdym zwierzakiem osobno, naśladując po kolei wszystkie zwierzęce odgłosy 😉

Na bardzo duży plus zasługują kieszonki znajdujące się po zewnętrznej stronie bocznego panelu ochraniacza. Długo zastanawiałam się, czy ochraniacz na łóżeczko z kieszonkami to dobry pomysł, a teraz mogę z czystym sumieniem przyznać mu duży plus za funkcjonalność. Gdy dziecko było malutkie, w kieszonkach znajdowały się najpotrzebniejsze rzeczy do pielęgnacji: waciki, puder, aspirator do noska – czyli wszystko to, co zawsze powinno być pod ręką. Obecnie, gdy synek skończył już rok, w kieszonkach są ulubione zabawki i książeczki, po które zawsze może sięgnąć, gdy się obudzi.

U nas ochraniacz na łóżeczko sprawdził się doskonale i mam nadzieję, że pomogłam w choć jednej decyzji dotyczącej jego zakupu. A zagrożenia? Nie wydaje mi się, aby bardziej zagrażał ochraniacz rozpięty na brzegach łóżeczka, od kocyka, który dziecko w każdej chwili może naciągnąć na siebie. Upatrywanie we wszystkim potencjalnego niebezpieczeństwa i niepokój u rodzica, to również, odbierające bodźce z zewnątrz, niespokojne dziecko. Zawierzmy swojemu rodzicielskiemu instynktowi, a na pewno maluchowi nie stanie się nic złego!